Doroteusz, F. Dziela duchownych ze Starego Kornina fundamenty naszej toźsamości / Fionik Doroteusz // Бельскі гостінэць. — № 1. — Бельск-Падляскі, 2017. — С. 3-12.

Бренн К. И. — краевед, этнограф, фольклорист, в 1831 служил священником в г. Кобрине.

Dzieła duchownych ze Starego Kornina fundamenty

naszej toźsamości

Parafia prawosławna w Starym Kominie, która leży na skraju Puszczy Białowieskiej, należy do najważniejszych miejsc kultu Maryjnego na Podlasiu. Jest to związane z cudowną ikoną Bogarodzicy, która w jednej z dwóch miejscowych cerkwi znajdowała się do 1915 r. Podobnie jak wiele innych drogocennych świętości cerkiewnych z Podlasia, zaginęła w czasie bieżeństwa.

Historia kultu ikony Matki Bożej w Starym Kominie sięga pierwszej połowy XVII wieku, kiedy w 1631 r. zbudowano tu cerkiew św. Anny. W tym czasie doszło do niezwykłego wydarzenia — na rosnącej obok cerkwi topoli pasterze znaleźli jaśniejącą blaskiem ikonę. Uroczyście przeniesiono ją do części ołtarzowej świątyni, a wieść o wydarzeniu rozeszła się po szerokiej okolicy. Kult ikony starokornińskiej, która, według relacji, była podobna do leśniańskiej, rozpowszechnił się jeszcze bardziej w pierwszych dziesięcioleciach XVIII wieku. W czasie szalejących wówczas epidemii i nękających ludzi klęsk elementarnych, do Starego Kornina podążało tysiące pielgrzymów, nawet z odległych stron Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dochodziło wówczas do wielu cudownych uzdrowień, które w latach 1716-1724 były spisywane na kartach „Księgi cudów”.

Siedemdziesiąt lat z parafią w Starym Korninie była związana duchowna rodzina Brennów — o. Celestyn Brenn (proboszcz w latach 1838-1875) oraz jego syn o. Jarosław Brenn (1885-1908).

Ojciec Celestyn urodził się w 1799 r. w okolicach Brześcia, w rodzinie włościan. Wraz z braćmi Klemensem i Samsonem ukończył gimnazjum brzeskie. Kilka lat spędził w Żyrowicach, gdzie pobierał nauki w Seminarium Duchownym i pracował jako sekretarz. Tu właśnie rozpoczęła się jego przyjaźń z, o rok starszym, Józefem Siemaszką, od 1833 r. biskupem litewskim. W 1828 r. stworzył on przemyślany projekt zjednoczenia unitów z prawosławiem. Rozumiejąc złożoną sytuację Cerkwi unickiej, która coraz bardziej latynizowała swój obrządek i polonizowała wiernych, o. Celestyn Brenn stał się jednym z głównych orędowników tego zjednoczenia.

W 1831 r. o. Celestyn przyjął święcenia kapłańskie i był skierowany do parafii Narodzenia Bogarodzicy w Kobryniu, pełniąc jednocześnie obowiązki dziekana kobryńskiego. W 1838 r. służył już w parafii św. Michała w Starym Kominie. Początkowo był przez parafian przyjęty nieufnie i musiał, jak pisał potem jego syn o. Jarosław, chodzić do cerkwi z obstawą. Był to skutek postawy jego poprzednika o. Szymona Koźmińskiego, który wręcz nawoływał parafian do nieposłuszeństwa wobec «schizmatyków». Jednakże w szybkim czasie o. Celestyn, swą inteligencją i duchowością zjednał parafian, którzy potem nazywali go nawet «świętym Brenem».

Ojciec Celestyn był duchownym o szerokich horyzontach, doskonałym obserwatorem, z darem etnografa i językoznawcy. Najbardziej zasłynął właśnie jako autor etnograficznego opisu powiatu bielskiego.

«Местное этнографическое описание бельского уезда», bo tak brzmi początek tytułu pracy, powstało w połowie XIX wieku, na podstawie instrukcji Imperatorskiego Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. Za pośrednictwem Litewskiego Konsystorza Duchownego instrukcja trafiła do duchownych parafialnych, których zobowiązano do przygotowania odpowiednich opracowań. Wśród duchownych, którzy bardzo poważnie podeszli do apelu znalazł się o. Celestyn Brenn.

Przygotowana przez o. Celestyna praca obejmuje następujące tematy: architektura wsi, domowy byt włościan, język, osobliwości bytu społecznego, zdolności umysłowe włościan, ich przymioty moralne i wykształcenie, ludowe podania i legendy. Ponadto, autor umieścił w pracy 38 zapisów pieśni, w tym czternaście weselnych oraz ponad czterdzieści zagadek, przysłów i bajek. Szczególną wartość posiadają własnoręczne rysunki autora, na których przedstawił ubrania, przybory rybackie, warsztat tkacki oraz budynki mieszkalne i gospodarskie. Sam opis budynków jest bardzo dokładny. Autor opowiada o ich rozplanowaniu, przeznaczeniu poszczególnych części, wyposażeniu. Podane są oryginalne nazwy poszczególnych przedmiotów.

Praca o. Celestyna Brenna jest niezwykle ważna pod względem językowym. W tekstach pieśni, przysłów, bajek, jak też nazwach przedmiotów duchowny starał się oddać wszystkie osobliwości wymowy. Gdy autor przytacza teksty pieśni, zarejestrowane w Starym Korninie, podaje je z właściwą miejscowym czasownikom wymową, np.: robyty, chodyty. Natomiast przytaczając pieśni z okolic Klenik czy Narwi, te same czasowniki zapisuje, jako: choditi, robiti.

W ruskich tekstach podlaskich, zapisanych przez o. Celestyna mamy do czynienia z pierwszą próbą zapisu dyftongów -uo. Przy tym robi to bardzo świadomie i konsekwentnie, oznaczając dyftongi lukami. Autor widział w nich jedną z najbardziej charakterystycznych cech języka Podlaszan (podlaskich Białorusinów), bo tak, w odróżnieniu od „Mazurów” (Polaków), autor ich nazywa. Pracę o. Celestyna można więc, z powodzeniem, nazwać fundamentalną dla określenia tożsamości Podlaszan i specyfiki języka ruskiego z Podlasia.

W swej pracy o. Celestyn koncentruje się na materiale etnograficznym ze Starego Kornina i jego najbliższej okolicy. Zarejestrowany materiał przedstawia praktycznie bez szerokich komentarzy. Stąd praca posiada wartość źródłową.

Kiedy o. Celestyn kończył pisać swoją pracę, a był to 1856 r., jego syn Jarosław przygotowywał się do nauki w Litewskim Seminarium Duchownym. Po jego błyskotliwym ukończeniu, zdał egzaminy do Akademii Duchownej w Sankt-Petersburgu, którą ukończył w 1867 r. Niebawem ożenił się z Felicją Kostycewicz, córką o. Andrzeja, proboszcza parafii prawosławnej w Pasynkach. Ród Brennów związał się więc z innym, znamienitym rodem duchownych powiatu bielskiego.

Ojciec Andrzej był synem o. Adama Kostycewicza (1788 -1848), magistra teologii, dziekana bielskiego w okresie zjednoczenia unitów z Cerkwią prawosławną. Syn o. Andrzeja, o. Bazyli Kostycewicz, również był duchownym. Ukończył Uniwersytet Warszawski z tytułem magistra filologii. Miał pięciu synów, wśród nich Jarosława (1896-1971), obecnego patrona Zespołu Szkół z Dodatkową Nauką Języka Białoruskiego w Bielsku Podlaskim. Jego ojcem chrzestnym był właśnie o. Jarosław Brenn.

Powróćmy w tym miejscu do o. Jarosława. Święcenia kapłańskie przyjął w 1868 r.; pierwszym miejscem jego służenia była cerkiew gimnazjum męskiego w Kownie. Z miastem tym związał siedemnaście lat

swego życia. Służbę duchownego łączył z pracą społeczną. Pełnił funkcję sekretarza Gubernialnego Komitetu Statystycznego. W 1879 r. uczestniczył w międzynarodowym kongresie statystycznym w Petersburgu. Za szczególne osiągnięcia w dziedzinie statystyki i etnografii Cesarskie Towarzystwo Miłośników Przyrodoznawstwa nagrodziło go złotym medalem. Ojciec Jarosław aktywnie działał w zarządzie Rosyjskiego Czerwonego Krzyża w Kownie.

Mieszkańcy Starego Komina i okolic przy swej cerkwi, podczas wizytacji arcybiskupa grodzieńskiego Sawy (Sowietowa), 1937 r.; najstarsze osoby pamiętały zapewne o. Jarosława Brenna; ze zbiorów Mikołaja Gawryluka

W 1880 r., z przyczyny choroby, zwrócił się z prośbą o zwolnienie z obowiązków duchownego katedry w Kownie. Przez pięć następnych lat pracował w miejscowym gimnazjum męskim, skąd w 1885 r. był przeniesiony do parafii swego dzieciństwa — Starego Komina. W roku następnym przekazano mu funkcję duchownego opiekuna dekanatu kleszczelowskiego. Niebawem również o. Jarosław włączył się do prac Bielskiego Powiatowego Oddziału Diecezjalnej Rady Szkolnej. Za zasługi na niwie szkolnictwa cerkiewno-parafialnego był nagrodzony orderem św. Anny drugiego stopnia.

Ojciec Jarosław Brenn zadbał o solidną edukację swoich dzieci. Najstarszy syn Aleksy, z tytułem kolegialnego asesora, był inspektorem podatkowym w Tomaszowie Lubelskim. Aleksander pracował w zarządzie Południowo-Zachodnich Kolei Żelaznych jako inżynier-mechanik. Włodzimierz, kolegialny asesor i magister prawa, był starszym kontrolerem Zarządu Akcyzy guberni mińskiej. Najmłodszy Borys, już jako 31-letni mężczyzna, był sędzią w Szawlach kowieńskiej guberni. Miał więc o. Jarosław bardzo zdolne dzieci.

o. Celestyn Brenn, fotografia z autografem,
wykonana w 1865 r.; ze zbiorów prof. Ireny Matus

Po krótkim przedstawieniu biografii o. Jarosława, przejdźmy do tematu jego naukowej pracy o życiu religijnym włościan powiatu bielskiego. Starokorniński proboszcz, jak można sądzić z jej treści, przystąpił do sporządzenia pracy w drugiej

połowie lat osiemdziesiątych XIX w., kiedy wrócił do przypuszczańskiej parafii. Praca ukazała się drukiem dopiero w 1899 r. na łamach „Litewskich Eparchiałnych Wiadomości”. Tytuł oryginału brzmi: „Особенности религиозного быта крестьян Бельскаго уезда”. W tymże roku pracę opublikowano w postaci oddzielnej broszury.

Na samym początku pracy, po dokonaniu krótkiej geograficzno — statystycznej charakterystyki powiatu bielskiego, autor przypomina o nie tak dawnych wydarzeniach — zjednoczeniu unitów z Cerkwią prawosławną w 1839 r. O ile w większości parafii powiatu proces ten przebiegł bezboleśnie, włościanie jego przypuszczańskiej części, w szczególności parafii Stary Kornin, Czyże i Nowe Berezowo, demonstrowali duży upór. W Nowym Berezowie włościanie chcieli powiesić na dzwonnicy dziekana bielskiego o. Adama Kostycewicza, który przybył tu, aby ich przekonywać do przyjęcia nowego obrządku. W Czyżach natomiast do zaprowadzenia porządku przysłano cały oddział wojska. Dopiero wówczas sytuacja się znormalizowała. Pięćdziesiąt lat po tych wydarzeniach, jak stwierdza o. Jarosław Brenn: „unickie zwyczaje… jeżeli czasami są kultywowane, zamykają się zazwyczaj do gniazda rodzinnego, straciły już unicki charakter i weszły do czysto prawosławnego światopoglądu”.

W dalszej części pracy autor stwierdził, ze włościanie powiatu bielskiego byli ludźmi bardzo religijnymi. A widać to przede wszystkim w ich stosunku do nabożeństw cerkiewnych. W czasie świąt do cerkwi szli modlić się wszyscy, i młodzi, i starzy. Nie stronili od długich służb, niektórzy stali cały czas na kolanach.

Wielu włościan podążało również na pielgrzymki do świętych miejsc. Z najodleglejszych, najbardziej popularny był Poczajów i Kijów, dokąd zmierzano piechotą. Bliższe cele pielgrzymek to: Bielsk z jego cerkwią Preczystieńską (zamkową), w dalszej kolejności Stary Kornin (cudowna ikona Bogarodzicy),

Na odwrocie fotografii o. Celestyna Brenna znajduje się dedykacja o. Andrzejowi Kostycewiczowi z Pasynek:» 24 июня 1865 года. Духовному Депутату Бельскаго Уезда — Настоятелю Пасынковской церкви, досточтеннейшему о. Андрею Костыцевичу — от иерея Келестина Бренна на память.»

Kleszczele (ikona św. Mikołaja), Puchły (ikona Bogarodzicy), uroczysko Miedno (Krynoczka) w Puszczy Białowieskiej, Rajsk (ikona Bogarodzicy), Hodyszewo (ikona Bogarodzicy) i Boćki (tu świętowano dzień św. Antoniego Padewskiego).

Pielgrzym, który przybywał do miejsca świętego, trzy razy na kolanach okrążał cerkiew. Przed wejściem do niej robił pokłon do samej ziemi, całował podłogę i mówił «pacier», czyli zestaw modlitw.

Każde nabożeństwo wierni głęboko przeżywali. Starali się śpiewać nie tylko z chórzystami, ale i z duchownym. Uważnie śledzili słowa czytanej Ewangelii i Listów Apostolskich. Ojciec Jarosław podaje przykład, związany z czytaniem Listu na święta Matki Bożej. W czasie słów listu do Filipian: «да о имени Иисусове всяко колено поклонится», wszyscy kłaniali się do ziemi.

Szczególny zwyczaj istniał również na duże święta lub pierwsze niedziele po nowiu. Zwyczaj był związany z bractwami, które działały prawie w każdej wsi. Bractwa miały w cerkwi swoje świece, które zapalano przy najważniejszych uroczystościach i trzymano przez całe nabożeństwo. W czasie świąt parafialnych, po zakończeniu Liturgii i procesji, obowiązkowo odprawiano wieczernię (nieszpory), która mogła kończyć się również procesją.

Nierozłącznym elementem każdego święta parafialnego byli w tym czasie dziadowie, czyli żebracy. Na Preczystą do Bielska, św. Antoniego do Bociek, Pokrowę do Puchłów czy św. Annę do Starego Kornina,przybywali żebracy prawie ze wszystkich powiatów guberni grodzieńskiej. Zasiadali oni w długich rzędach na drodze do świątyni. Wyciągali ręce nie tylko po jałmużnę, ale również śpiewali pobożne pieśni i wygłaszali modlitwy, zazwyczaj litanie za zmarłych. Jedną z takich dziadowskich modlitw odnotował o. Jarosław: «Помяни Господи душечки змарлых нашых дедоў, нашых батькоў, нашых браткоў, нашых сестрычек, нашых деточек. Помяни Господи, которые в морах, которые в водах, которые в лесах, которые в песках Помяни Господи и тых, которые нискуль жадного ратунку не мают».

Jarosław Brenn; fotografia z atelier Brzozowskiego w Kownie, ok. 1870 r.;
Z archiwum Jarosława Kostycewicza
Felicja Kostycewicz, żona Jarosława Brenna; była córką o.
Andrzeja Kostycewicza z Pasynek; fotografia z atelier Brzozowskiego w Kownie;
z archiwum Jarosława Kostycewicza

Wśród ludu chodzenie za uproszonym przyjmowano jako normalne zajęcie. Dla tego też nikt nie krytykował żebraka, jeżeli miał on dobrego konia i wóz, którym przejeżdżał z miejsca na miejsce. Autor podaje przykład żebraka ze wsi Mochnate, który posiadał dobry dom, ogród i wiatrak, a mimo to, chodził za uproszonym. A jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku żebracy (dziadowie) mieli wyłączne prawo bycia stróżami i sługami cerkiewnymi.

Wielkim świętem w każdej wsi był dzień
obchodów pól, związany z dniem pamięci świętego — patrona danej wsi. Autor podaje kilka przykładów: w Zubowie był to św. Maksym Wyznawca, Knorozach — św. Pantelejmon, Pilipkach — męcz. Barbara, Leniewie — św. Andrzej. Wybór patrona, a więc i dnia obchodów wiązał się bezpośrednio z upamiętnieniem wybawienia miejscowości od epidemii lub innego nieszczęścia.

W drugiej połowie XIX wieku obchody pól odbywały się podobnie, jak jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku było to kultywowane w większości parafii. Niezależnie od wielkości wiejskiego areału, trzeba było procesyjnie obejść wszystkie zasiewy, poświęcić stada dobytku. Po obejściu pól, procesja kierowała się do wsi, gdzie duchowny zatrzymywał się przy każdym domu, czytając Ewangelię. W niektórych wsiach, przykładowo w Hołodach, obchody rozkładano na dwa dni.

Codzienna pobożność włościan przejawiała się w łączeniu czasu wykonywania robót polowych ze świętami cerkiewnymi. Funkcjonowały nawet na ten temat specjalne przysłowia: „Koli na Hromnici pieweń koło domu napjeccia wodici, to na Hieorhija woł na pole uże najeścia trawici”, „Od liii berysia do roli, a od Borysa i dobre berysia”, „Siej na Łupa, to budę żyta kupa”, „Do Preczystoj» pole czysto”, „Za zeleneć chlebowi kuneć”. Według terminu świąt jesiennych ustalano, czy możliwe jest zamążpójście panny. Mówiono o tym: „Od Pokrowa — dieuka hotowa”, „Na Łukasza — dieuka nasza”, „Do Dmitra dieuka chitra…”

Ojciec Jarosław wiele miejsca poświęca opisowi zwyczajów, związanych z Liturgiami okolicznościowymi. Były one zwykle odprawiane jesienią, kiedy włościanie zakończyli już prace połowę. Najczęściej były to liturgie wspominkowe za zmarłych, które gromadziły szeroki krąg rodzinny, nawet z odległych wsi. Na stoliku pośrodku cerkwi kładziono trzy chleby — dwa żytnie i jeden pszeniczny, jak również

miskę z kaszą (kutią), na której leżały dwa albo cztery jajka, a w czasie postu — śledź. Przy czytaniu Apostoła goście brali brackie świece i stawali przed soleją (podwyższenie przed ikonostasem). Zarówno po liturgii w intencji zmarłych, jak też liturgii w intencji zdrowia, był służony moleben, z tą tylko różnicą, że rierwszy poprzedzała wielka panichida, z drugi — akatyst Najświętszej Bogarodzicy.

Krzyż kamienny na grobie o. Celestyna
Brenna (1799-1875) przy cerkwi w Starym
kominie, ufundowany przez jego dzieci

Jeżeli liturgię w intencji zmarłych odprawiano rok po śmierci, obowiązkowo było to połączone z ustawieniem i wyświęce niem krzyża na grobie. W drugiej połowie XIX wieku były one najczęściej drewniane i bardzo wysokie. Wielką uwagę ludzie przywiązywali do tego, aby na krzyżu było jak najwięcej napisów modlitewnych. Obok «Кресту Твоему покланяемся Владыко», lub «Спаси Господи люди Твоя»” występowały i inne, wielozdaniowe modlitwy.

Po nabożeństwie za zmarłych wszyscy obecni szli do domu duchownego, gdzie odbywał się pierwszy poczęstunek. Po „Отче наш” starszy gospodarz nalewał kieliszek i przemawiał: «Дай же Боже змарлым душам Царство Небесное, а нам здоровье». Wypijał połowę, po czym podawał kieliszek do duchownego. Ale główna uczta, nazywana konsulacją, odbywała się w domu gospodarza, bez udziału duchownego. Tu gromadziła się bliższa i dalsza rodzina, sąsiedzi, oczekiwanymi gośćmi byli również żebracy. Przed obiadem obecni śpiewali «Глубиною мудрости», «Тебе и стену» lub «Со святыми упокой».

Gościna trwała nawet dwa dni. Autor pisze, że spożywano na niej 2-3 wiadra wódki lub warenuchi (przegotowana wódka z miodem).

Liturgie w intencji zdrowia odprawiano zazwyczaj po Bożym Narodzeniu lub Wielkanocy. Najczęściej zamawiały je panny i kawalerowie, którzy wcześniej na ten cel kolędowali. Interesujące, że w czasach o. Jarosława Brenna funkcjonował jeszcze w Starym Korninie zwyczaj „wołoczebników”. W czasie świąt wielkanocnych grupa młodzieży chodziła od domu do domu, śpiewając paschalne pieśni. Tak jak kolędnicy, otrzymywali za to dary od gospodarzy. Zwyczaj ten uległ zatraceniu po powrocie z bieżeństwa. Ale jeszcze w drugiej połowie XX stulecia „wołoczaje” chodzili na Wielkanoc w parafii Łosinka.

Krzyż kamienny na grobie o. Jarosława Brenna
(1844-1908) znajduje się obok grobu ojca, za
ołtarzową częścią starokornińskiej cerkwi

Praca o. Jarosława Brenna daje nam pewne informacje na temat miejscowych tradycji śpiewu i czytania w czasie nabożeństw. Autor zwraca uwagę na to, że w cerkwiach powiatu bielskiego, bardziej niż w innych rejonach diecezji litewskiej, istniał zwyczaj ogólnego śpiewu. Dotyczyło to nie tylko Modlitwy Pańskiej, czy Symbolu Wiary, ale również Pieśni Cherubinów i in. Odejście od powszechnego śpiewu rozpoczęło się dopiero w końcu XIX w., przypadając na okres rozwoju szkolnictwa cerkiewno-parafialnego. Teksty nabożeństw śpiewano przeważnie na osiem melodii, nierzadko jednak również na tzw. „podobny”, czyli warianty. Znajomość ostatnich, bardzo starych melodii, była w tym czasie dość powszechna. Autor podaje taki oto obrazek z życia wiejskiego w dniu świątecznym: „Kiedy włościanie zbiorą się w gościach w dniu świątecznym, dobry śpiewak cerkiewny lubi popisać się swymi umiejętnościami przed młodzieżą. Mówi do kogoś — A no, zaśpiewaj mi podobien „О дивное чудо”, to będziesz zuch. Melodie na „podobny” były wówczas mało znane wśród młodszej generacji psalmistów, dlatego też doświadczeni chórzyści patrzyli na nich z góry.

Autor zwraca uwagę na bardzo poważne podejście włościan do spowiedzi. Większość z nich spowiadała się w czasie czterech postów. Daleko nie wszyscy rozumieli jednak, co oznaczały rekolekcje. W czasie spowiedzi, jeżeli duchowny odpowiednio nie kierował, spowiadający popadali w zbyt szczegółowe opowiadania z życia, czasami o zabarwieniu humorystycznym.

W tradycyjnym życiu włościan trudno jest wyznaczyć granicę między religijnych i świeckim. Ich podejście do życia było na ogół obdarzone sakralnością. Dlatego też ludowe zwyczaje i obrzędy nie były czymś oderwanym od cyklu cerkiewnego. Dotyczy to również takich obrzędów jak chrzciny i wesele. Uroczystość cerkiewna, w uporządkowany i hierarchiczny sposób była kontynuowana w domu. Dotyczyło to zwłaszcza wesela, któremu o. Jarosław Brenn poświęca wiele miejsca. Podstawą do opisu obrzędu weselnego okazał się materiał z parafii starokorhińskiej, zarejestrowany od panny Teodory Potapowicz.

Jeszcze w drugiej połowie XIX w. w Starym Kominie funkcjonował obrzęd pieczenia korowaja. W weselną sobotę w domu panny młodej zbierały się kobiety, ażeby piec ciasto obrzędowe. Na początku wygłaszano frazę: „Błahosłowi Boże, i oteć i maty, swojemu ditiaty Karawaj hibaty”. Jak korowaj wyjmowano z pieca, śpiewano: „Hicze, karawaj, hicze, korowajnyć klicze…”

Przed przejazdem młodego na zaręczyny (w sobotę) śpiewano pieśni, które zaczynały się słowami: „Letit, sokolik nad sadoczkom/, w sadoczek zahladaje/, de ż tut zazula w rabom pierjeczku/, po sadoczku litaje”. Po przyjeździe młodego śpiewano m. in. „Rozosłałasia bawełnicia po sieniach/ Tudy wedieno mołodu Parasku na posah/ Oj, posaże, winohrade choroszyj!/ Oj, kto-ż mene tym posahom podaryt? Nadaryt mene Hospod’ Boh, bateńko/ Najswientsza Panna mnie wienoczek uwiła/ A Preczystaja na hołoweńku złożyła….”.

Po tej pieśni odbywały się zaręczyny. Na duży talerz kładziono chleb i nakrywano chustką. Potem panna kładła na chleb prawą rękę, na którą swoją rękę kładł młody. Następnie ręce kładli kolejno: matka młodej, ojciec młodego i ojciec młodej. Marszałek weselny związywał dwa końce chustki nad rękoma i mówił modlitwy. Potem dziewczęta śpiewały specjalne pieśni. W czasie zaręczyn odbywała się biesiada z tańcami. Rano matka młodej przynosiła do chaty ser, którynazywano „zlublennik”. Dzielił go obowiązkowo marszałek.

Niedzielnym porankiem w domu młodej odbywał się obrzęd pożegnania z rodziną i tzw. wspomahanie. Śpiewano przy tym specjalne pieśni. Następnie na podwórku odbywał się sam obrzęd. Marszałek brał żytni chleb i stawił na nim szklankę piwa. Przed młodą stawiono stół, na nim talerz, jdzie kładziono pieniądze. Na koniec młócą wylewała piwo na chleb i odjeżdżała do slubu do cerkwi.

Podobny obrzęd przed wyjazdem do ślubu odbywał się w domu młodego, z tą różnicą, że jego nie sadzano na dzieżę. Młody do ślubu jechał nie wozem, jak młoda, a wierzchem. Obok niego, na koniach, jechali swatowie.

W czasie zapisywania młodych do księgi ślubów istniał zwyczaj obdarowywania duchownego. Marszałek młodego dawał mu koguta i trzy chleby, marszałek młodej zaś kurę, trzy chleby i korowaj. Młodzi i goście bezpośrednio przed ślubem modlili się na liturgii. Nie było wyjątkiem, że jednocześnie ślubowało kilka par. Im było ich więcej, tym ślub uważano za bardziej uroczysty.

Po ślubie i wyjściu z cerkwi młodzi siadali na wóz, a śpiewacy, przy akompaniamencie skrzypiec śpiewali: „Podiakujmo Bohu, Korniańskomu popu, szto naszy dieti zwienczau, Niemnoho za szlub uziau, tolko sztyry zołotyje, za naszy mołodyje”.

Według opisu o. Jarosława, po ślubie młodzi na początku rozjeżdżali się do swoich domów. W domu młodej zaczynała się biesiada i tańce, a w domu młodego rytualnie pieczono korowaj. W poniedziałek rano młody ze swą świtą jechał na koniu do domu młodej. Jej matka musiała wynieść dzieżę, na którą młody zeskakiwał z konia i szedł do komory. Tu witała go młoda i zapraszała do chaty. Marszałek usadawiał ich za stołem.

Wieczorem odbywało się perepiwanie młodej. Przy tym marszałek dzielił korowaj. Odbywało się to w sposób następujący: młodzi musieli przed korowajem skłonić głowy do samego stołu, a marszałek lekko korowajem uderzał po głowach i kładł go na stół. Po czym pytał obecnych: „Szto z nim robiti? Czy w skarbnicu schowati, czy na pryjateli oddati?» Odpowiadano mu — „Na pryjateli oddati!” Wówczas marszałek rozpoczynał dzielenie korowaja. Śpiewano przy tym specjalne pieśni, które przechodziły w dialog z marszałkiem.

Niebawem młoda wraz z młodym odjeżdżała do jego domu. Pierwszą noc młodzi musieli obowiązkowo spędzić w stodole, nawet w najbardziej siarczyste mrozy.

We wtorek z domu młodej przyjeżdżał orszak z prydanym, czyli posagiem, który trzeba było wykupić. Znowuż nie mogło obejść się bez pieśni. W dalszej kolejności dla młodej nakładano czepiec. Weselne nakrycie głowy, zwane czuby wieszano w kącie pod ikonami. Włosy młodej żony nakręcano na kosmyki lnu i zawiązywano wokół głowy. Wówczas nakładano czepiec, który młoda powinna była zrzucić.

Opis starokornińskiego wesela jest bardzo cenną częścią pracy o. Jarosława Brena. Dziś nie ma już świadków tej przebogatej tradycji. A jeszcze sto lat temu funkcjonowała ona w przeróżnych odcieniach. Jak utalentowany musiał być naród, który to stworzył. Jego głęboka religijność nie stała w konflikcie z kultywowaniem zwyczajów i obrzędów ludowych. Na odwrót, kultura ludowa była nierozerwalną częścią religijnego bytu.

Ojciec Jarosław Brenn kilka razy podkreśla wysoką religijność i moralność włościan. Pisze o nich z prawdziwie ojcowską i braterską miłością, zachwyca się ich życiem. Jako naukowiec, nie idzie w zbędne komentarze, a opisuje wszystko skrupulatnie. Dlatego też jego praca należy do najcenniejszych źródeł do badań nad życiem dziewiętnastowiecznych Podlaszan — Białorusinów z okolic Puszczy Białowieskiej.

O dziele o. Celestyna Brenna i jego syna Jarosława pisaliśmy już u zarania wydawania „Bielskoho Hostinca” (nr 3/1998). Poraz pierwszy opublikowaliśmy wówczas fotografię o. Celestyna, wykonaną w 1865 r. W przededniu dwudziestej rocznicy wydawania naszego pisma, postanowiliśmy wrócić do tego tematu, arcyważnego dla zachowania naszej tożsamości.

Jako pierwszy z badaczy, studium o. Celestyna Brenna odkrył i omówił Mikołaj Łobacz*. Do spuścizny wybitnych duchownych starokorniańskich odwołuje się obecnie często prof. Irena Matus z Uniwersytetu w Białymstoku**. W «Serii glogerowskiej», wydawanej przez Oficynę «Stopka» z Łomży, ukazał się materiał, poświęcony pracy o. Jarosława Brenna.***

W tym numerze «Bielskiego Hostincia» pełne teksty prac ojca i syna, po raz pierwszy, ukazują się pod jedną okładką. Dzięki poczynionym staraniom (tu dziękuję szczególnie koledze Wojtkowi Konończukowi), udało się nam pozyskać skany rękopisu o. Celestyna, przechowywane w archiwum IRTG w Sankt-Petersburgu, a następnie przepisać. Dzięki skrupulatnej pracy Wiesławy Siwickiej udało się także wprowadzić do komputera tekst drugiej pracy o. Jarosława Brenna.

Z wielką przyjemnością i poczuciem doniosłości, oryginalne teksty dwóch dzieł, naszym czytelnikom prezentujemy.

Doroteusz Fionik

* M. Лобач, Келясцін Брэн. Па слядах рукапіснага этнаграфічнага апісання Бельскага павету свяшчэніка Келясціна Брэна з 50-х гадоу XIX ст., „Беларускі каляндар 1986”, Беласток 1986 с. 69-90; ten sam artykuł ukazał się w: «Studia polsko-litewsko-białoruskie», Warszawa 1988.

** I. Matus, Celestyn Bren – duchowny i etnograf, «Białoruskie Zeszyty Historyczne» 2007, t. 27, s. 175-79.

*** D. Fionik, Życie religijne włościan z okolic Puszczy Białowieskiej w drugiej połowie XIX wieku, [w:] «W co wierzymy», Łomża 2007, s. 277-283; Рэлгійны быт сялян бельскага павета другой палавіны XIX cm., «Przegląd Prawosławny» 2007, nr 9, s. 48-9.